Wysoki Khajiit o podpalanym futrze wszedł osowiale do małego, barwnego pomieszczenia, całego przyozdobionego zdobyczami z różnych zakątków Tamriel. Nie wyglądał na zrozpaczonego, nawet nie na przygnębionego, w ogóle nie wyglądał. Tak jakby ktoś starł z niego wszelkie zewnętrzne oznaki posiadania jakichkolwiek emocji. Wolnym krokiem podszedł do stołu. Do małego wazonu z symbolem złotego półksiężyca włożył śnieżnobiałą lilię. Bez pośpiechu odpinał guziki koszuli, jeden po drugim, uporczywie wpatrując się w więdnący kwiat. Prychnął tak jakby drwił z rośliny. Z położenia w jakim się znalazła, z losu jaki ją spotkał, z tego że umiera i nie ma najmniejszej możliwości by cokolwiek z tym zrobić.