poniedziałek, stycznia 4

Kawa & Pióra: Kartka z pamiętnika: Najlepszy dzień w moim życiu!

 [ tw // śmierć]

 

 

Kartka z pamiętnika: Najlepszy dzień w moim życiu!

  Czekała na niego w jednej z okolicznych kawiarni - wyjątkowej w swoim rodzaju, gdyż były w niej stworzenia tak bliskie jej sercu i duszy. Niewysoka dziewczyna o barwnym wnętrzu, skrytym w czarnej powłoce swych ubrań. Mam nadzieję, że spodoba się Krystianowi - pomyślała ratując długą czerwona różę przed kolejnym atakiem krwiożerczych puchatych bestii. Co chwilę niecierpliwie spoglądała to na drzwi to na ekran telefonu, za każdym razem karcąc się w myślach za swój brak cierpliwości.
     Różni ludzie przewijali się przez lokal, drzwi na przemian otwierały się i zamykały jednak wciąż nie pojawiła się w nich odpowiednia osoba. Pokusa wysłania kolejnej wiadomości zakończonej znakiem zapytania, walczyła zażarcie z wewnętrzną potrzebą zachowania chociażby pozorów ogłady. Minęło jeszcze trochę czasu, a drzwi otworzyły się po raz kolejny. Do pomieszczenia wślizgnął się wysoki chłopak spowity czernią; na szyi kołysał się wilczy medalion. Zniecierpliwiona dziewczyna wstała niepewnie, jednak gdy przyjaciel zbliżył się do niej, bez wahania rzuciła mu się na szyje, stając na samych czubkach palców. Dopiero po chwili pozwoliła mu odetchnąć i zdjąć kurtkę.
     Dzwoneczki uderzyły o siebie, ściągając uwagę rudego kota. Oboje rozsiedli się wygodnie na siedzeniach upstrzonych od białej sierści królowej.
     - Witaj Bracie.
Ponownie wpadli sobie w ramiona, tym razem na trochę dłużej.
     - Dobrze cię widzieć Siostro - odpowiedział.

"Siostro" - to słowo rozbrzmiało echem w jej uszach, przyjemnie grzejąc serce i duszę. Sięgnęła po leżąca za nią różę i przekazała ostrożnie. Obiecałam, że ją ode mnie dostaniesz, a ja dotrzymuje słowa - pomyślała patrząc na zaskoczenie i zadowolenie malujące się na jego twarzy. W odpowiedzi spojrzał się na dziewczynę, spod lekko opadających brwi, wzrokiem który mówił: Cholera jasna, a ja dla ciebie nic nie mam.
     - Dziękuję Rito, jest piękna - stwierdził wąchając bezwonny kwiat, po czym odłożył go obok.
     - Proszę, a to lektura obowiązkowa - zażartowała podając mu menu - Wybierz coś.
Czekając aż zapadnie jakaś decyzja, niebieskooka dopadła do rozlewającego się na fotelu rudzielca. Delikatnymi ruchami czarowała stworzenie dopóki to z zadowoleniem nie wykręciło się na plecy.
     - I co? Wybrałeś coś? - zapytała dosiadając się z powrotem.
     - Tak, znaczy... - zawahał się.
     - Nie wybrałeś.
Pokiwał twierdząco głową.
     - Hm, może to? - wskazała po chwili na trzecią pozycję na liście.
     - Niech będzie.
Menu ponownie trafiło do chłopaka zajmując mu ręce. Dziewczyna szybko chwyciła za portfel i ruszyła z uśmiechem w stronę baru.
     - Ej! Zaczekaj! - zawołał.
Wiedziała o co mu chodzi, machnęła niedbale ręką.
     - Ja stawiam.

     Trzy godziny minęły im na rozmowach o tym co u kogo słychać, opowieściach o pisanych przez nich książkach i na snutych przez nich planach i marzeniach.
     - Jutro chyba nie wypowiem ani słowa. Nie boli cię gardło?
Chłopak uśmiechnął się pobłażliwie.
     - Jestem aktorem, mogę mówić bez końca.
     - No tak - zaśmiała się spuszczając głowę. Sięgnęła po telefon by sprawdzić godzinę skrytą gdzieś w futrze czarnych kotów - Już piętnasta. Idziemy dalej?
     - W sumie, czemu nie?
     Następny cel ich podróży znajdował się wcale nie tak daleko, przeszli kilka uliczek i byli już na miejscu. Weszli do środka. Pomieszczenie było ciemne i klimatyczne jak na prawdziwą jaskinie nerdów i geeków przystało. Puszczany nad barem gameplay i nie za głośna muzyka były jak najbardziej na plus, można tu było przynajmniej normalnie porozmawiać w przeciwieństwie do innych barów. Zamówienie zostało złożone, a pięć turkusowych shotów noszących wdzięczna nazwę "Las Mariborski", teraz zyskało też miano "nasze".
     Kolejne godziny minęły bardzo szybko. Gdy wyszli na zewnątrz słońce już dawno skryło się za horyzontem, a ulice miasta rozjaśniały od blasku lamp. Na pytanie o dalszy cel podróży zgodnie powiedzieli: Wisła!
     Roześmiana dziewczyna ruszyła raźno w dół ulicy. Nie wypiła dużo, jednak będąc w obcasach nie chciała zostać ofiarą swojej niezdarności i pośpiesznie przeszła na równy chodnik. Dopiero gdy się na nim znalazła odetchnęła z ulgą. Teraz oboje mogli przyspieszyć kroku. Przeszli pod wielkim ceglanym łukiem stanowiącym cześć murów miasta, dostali się na drugą stronę ulicy i byli już na miejscu.
     - Wyschła - stwierdziła Rita wykrzywiając kącik ust.
     - Trochę. Ciekawe jak jest tam teraz głęboko.
     - Wskoczę i dam ci znać, a potem może już tam zostanę. Co ty na to?
     - Nie.
     - Dlaczego?
     - Bo musiałbym skoczyć za tobą.
     - Masz dziewczynę - parsknęła w odpowiedzi.
     - A ty narzeczonego.
Ruszyli wzdłuż rzeki. Milczeli, spokojny krokiem wstępując powoli w mrok nocy. Powietrze robiło się coraz zimniejsze, a dziewczyna czuła jak zmęczenie i brak leków daje się jej we znaki. Skutecznie ignorowała dolegliwości, chcąc się cieszyć każdą chwilą jaka jej została.
     - Zaśpiewajmy coś - zasugerował Krystian, chcąc zakończyć panoszącą się między nimi ciszę.
     - Ale co?
     - Wilczą zamieć - odpowiedział praktycznie bez zastanowienia, tak jakby planował to od początku.
     - Oszalałeś? - oburzyła się dziewczyna - Przecież ja nie mam do tego głosu.
     - Nie marudź tylko śpiewaj.
Rita spojrzała na niego z wyrzutem, jednak po chwili odchrząknęła i zaczęła śpiewać, w głębi ducha obawiając się, że w każdej chwili któryś z wydawanych przez nią dźwięków załamie się w najmniej odpowiednim momencie i zabrzmi jak wyliniały bażant w dodatku wykastrowany. Śpiewała i o dziwo była nawet zadowolona ze swojego głosu chociaż wiedziała, że kariery to ona raczej by nim nie zrobiła. Szli dalej coraz bardziej oddalając się od Wisły, a coraz bardziej zbliżając się do domu.
     - Nie wierze, że chce ci się iść taki kawał tylko po to żeby mnie odprowadzić. Jesteś szalony.
     - Jestem - potwierdził z uśmiechem.   
     - Powiedz mi - zaczęła niepewnie - Co czułeś idąc do mnie?
     - Cóż... - zaczął - Dawno nie czułem takiego zmieszania, ekscytacji i stresu jednocześnie. Tak bardzo chciałem już cię zobaczyć. I myślałem też o tym jak wspaniała okaże się moja... Siostra. Wiesz, czułem się tak jakbym znał cię od zawsze. Jakby to było nasze setne spotkanie. I już tęsknię.
     - Przecież jestem jeszcze obok.
     - Tak wiem, ale już tęsknię.
     - Ja też - szepnęła cichutko.
     Droga prowadziła ich wzdłuż długiej ulicy rozświetlanej co kilka metrów jasnymi słupami światła, a dystans dzielący ich od bloku dziewięćdziesiąt dwa skracał się nieubłaganie. W pewnym momencie Rita uniosła rękę i wskazała przed siebie.
     - Spójrz! Już prawie jesteśmy na miejscu.
Kiedy stanęli przed drzwiami dziewczyna tym razem wskazała na rozpadającą się różę.
     - Chyba nie przeżyje podróży powrotnej.
     - Przeżyje, ja już tego dopilnuje - zapewnił Krystian, przyciskając przyjaciółkę bardzo mocno do siebie.
Po chwili ich objęcia rozluźniły się i spojrzeli na siebie. Niebieskooka uniosła palec na wysokość twarzy towarzysza.
     - Masz mi zdawać szczegółowy raport z drogi do domu. Chcę wiedzieć gdzie jesteś i czy nic ci nie jest, jasne?
     - Ze zdjęciami? - zapytał unosząc jedną brew.
     - Tak.
     - Nienawidzę pożegnań - szepnął po chwili ciszy.
     - Przecież nie umieram, spokojnie. Zobaczymy się jeszcze nie raz - powiedziała starając się brzmieć jak najbardziej przekonująco.
Oboje stali tak nieruchomo, ani jedno ani drugie nie mogło wykonać tego ostatniego ruchu. W końcu Rita zaczęła się cofać, dopóki nie poczuła jak uderza obcasem o betonowy stopień.
     - Na mnie chyba już czas. Żegnaj Bracie.
     - Żegnaj Siostro.
Po tych słowach dziewczyna odwróciła się, wprowadziła kod i zniknęła za drzwiami. Nie odwróciła się, nie chciała się odwracać. Wiedziała, że jeżeli to zrobi jej postanowienie szlag trafi. Z kieszeni płaszcza wyciągnęła pęk dzwoniących kluczy, otworzyła drzwi i weszła do środka. Rzuciła torbę na podłogę zdjęła buty, a kurtkę zawiesiła na czym co miało służyć jej i współlokatorom za wieszak. Złapała swoje spojrzenie w lustrze, chociaż tak bardzo chciała go uniknąć. Zgasiła światło i poszła do swojego pokoju. Spod łóżka wyciągnęła czarne pudełeczko, a z szuflady zdobiony papier, który od razu skropiła perfumami. Telefon z wiadomością od Krystiana zadzwonił po raz pierwszy - przeszedł przez pasy.

     Szedł wolnym krokiem, pociąg którym miał wracać do domu właśnie odjechał, a następny miał być za około dwie godziny. Wracał tą samą trasą, którą odprowadzał Rite, gdy nagle coś przeleciało tuż nad nim, hacząc o kaptur, który dosłownie przed chwilą naciągnął na głowę. Na chodniku tuż przednim wylądował dostojnie wyglądający kruk rozpościerając szeroko swoje skrzydła. Wyglądał na zaniepokojonego.
     - Czarnopióry? - zdziwił się Krystian - Co ty tutaj robisz?
Ptak machnął kilka razy skrzydłami i ponownie wzleciał w powietrze. Wylądował tylko kawałek za chłopakiem.
     - Mam iść za tobą?
Kruk wyglądał teraz na zniecierpliwionego. W momencie gdy znów wzniósł się w powietrze, w oddali rozległ się głośny huk, coś jakby wystrzał. Chłopak przyspieszył kroku przechodząc żwawo przez ulicę. Byle by nie stracić go z oczu - pomyślał.
     Czarnopióry nie zaprowadził go daleko, bo po chwili znów stał przed blokiem dziewięćdziesiąt dwa, wpatrując się w ptaszysko, które maszerowało teraz wte i wewte przed drzwiami klatki.
     - Chcesz wejść do środka? Ale po co?
Kruk gwałtownie zatrzymał się i wlepił swoje byste spojrzenie w Krystiana. Uniósł prawe skrzydło i machnął nim kilka razy, wykonując gest zachęcający do zbliżenia się. Gdy ten spełnił prośbę, mądry ptak wskoczył mu na ramię i chwytając za materiał rękawa kurtki zaczął kierować jego ręką wprowadzając kod dostępu. Czarnopióry momentalnie wskoczył do środka nie czekając na swojego towarzysza. Skacząc po betonowych schodach wszedł do pierwszego mieszkania na lewo, tylko po to by za chwilę wylecieć z niego trzymając w dziobie bardzo długą czerwoną wstęgę. Krystian obejrzał się za nim jednak ten już wyleciał na zewnątrz. Co jest do cholery - pomyślał przyglądając się czerwonej nici prowadzącej do mieszkania.
     Zbliżył się i spojrzał na numer widniejący na drzwiach. Dwanaście - pomyślał, a po chwili uderzyła go jeszcze jedna myśl - Tu mieszka Rita. Delikatnie pchnął drzwi i wszedł do środka.
     - Halo? Rita? Jesteś tu?
Nikt mu nie odpowiedział. Wszedł głębiej do mieszkania widząc, że dalej pali się światło. Czuł się nieswojo z myślą, że pakuje się z butami do czyjegoś domu, bez pozwolenia. Zapukał do drzwi, a gdy znowu nikt mu nie odpowiedział, delikatnie je pchnął i wszedł do środka.
     W powietrzu unosił się intensywny zapach bzu i piżma. Krystian spojrzał na łóżko, na którym leżała czarna postać i...
     - Sinodzioby?
Kruk na dźwięk swojego imienia zaskrzeczał doniośle po czym wbił swój siny dziób w głowę leżącej obok niego istoty. Chwytając niebieską wstęgę, zatrzepotał skrzydłami po czym wyleciał przez zamknięte okno. Chłopak zdziwiony pojawieniem się swojego nieżyjącego pierzastego kompana, dopiero teraz przyjrzał się uważniej leżącej na łóżku postaci.
     - Rita?
Dziewczyna leżała na jasnej pościeli, na której wściekłe czerwieniła się aureola krwi. Nie ruszała się.
     - Siostro? - szepnął zdławionym głosem. Delikatnie chwycił ją za ramię i obrócił na plecy - Boże...
Wyglądała dokładnie tak jak widział ją przez ostatnie kilka godzin z tą różnicą, że teraz jej jasne czoło szpeciła dziura po kuli.
     - Dlaczego? - załkał biorąc jej bezwładne ciało w ramiona. Dopiero po chwili był w stanie zauważyć małą karteczkę złożona na cztery części i przewiązaną fioletową wstążka. Delikatnie wyciągnął ją z pobladłej dłoni, rozłożył i przeczytał.

Bracie,
chciałabym Ci podziękować za najlepszy dzień w moim życiu.
~Twoja siostra, Rita.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz