A gdybym powiedziała Ci, że nie napiszę już więcej listów?
A gdybym powiedziała Ci, że już mnie nie ma?
Czy przejąłbyś się moim zniknięciem?
Przejąłbyś się tak zwyczajnie? Po ludzku?
A może obeszłoby cię to dotykiem wiatru?
A gdybym powiedziała Ci, że nie napiszę już więcej listów?
A gdybym powiedziała Ci, że już mnie nie ma?
Czy przejąłbyś się moim zniknięciem?
Przejąłbyś się tak zwyczajnie? Po ludzku?
A może obeszłoby cię to dotykiem wiatru?
[...] Zniecierpliwiony Yarvin odprowadził gości wzrokiem. Gdy ci zniknęli za drzwiami pośpiesznie podszedł do Elune, która stała oparta o stary, drewniany stół, przeżarty gdzieniegdzie przez korniki i inne żyjątka. Jej spojrzenie było utkwione w ziemi, ręce splecione na piersi, a dłonie kurczowo zaciśnięte na ramionach. Mężczyzna pomimo świeżych ran i licznych bandaży oplatających jego tułów, chwycił dziewczynę w pasie i bez ostrzeżenia posadził na zagraconym stole. Rudowłosa, aż pisnęła z zaskoczenia.
Drobinki
wulkanicznego pyłu opadały leniwie na ziemię, wczepiając się w ubrania,
włosy, pożółkłe źdźbła przesuszonych traw. Tego dnia niebo było pokryte
poszarzałymi smukłymi obłokami, sprawiającymi wrażenie jakby to zeń
spadał ten popielny śnieg. Nie był to jednak niecodzienny widok dla
mieszkańców Vvardenfell, a w szczególności dla tych znajdujących się
bliżej wulkanu. Byli przyzwyczajeni. W końcu, nie bez powodu, w
przyszłości, mieli ich zacznąć nazywać Ashlanderami.
● ● ●
Akademia Bardów, miejsce zrzeszające tych którzy pragną wstąpić na drogę pieśni i poezji. To właśnie tu od pewnego czasu zaczęły ściągać zastępy, zarówno dzieci jak i dorosłych, mieszkańców miasta jak i okolic. Wszyscy chętni by posłuchać barwnych opowieści tajemniczej nieznajomej i choć na chwilę oderwać swe myśli od codziennych trosk.
[ tw // śmierć]
Kartka z pamiętnika: Najlepszy dzień w moim życiu!
Czekała na niego w
jednej z okolicznych kawiarni - wyjątkowej w swoim rodzaju, gdyż były w
niej stworzenia tak bliskie jej sercu i duszy. Niewysoka dziewczyna o
barwnym wnętrzu, skrytym w czarnej powłoce swych ubrań. Mam nadzieję, że spodoba się Krystianowi
- pomyślała ratując długą czerwona różę przed kolejnym atakiem
krwiożerczych puchatych bestii. Co chwilę niecierpliwie spoglądała to na
drzwi to na ekran telefonu, za każdym razem karcąc się w myślach za
swój brak cierpliwości.
Różni ludzie przewijali się przez lokal,
drzwi na przemian otwierały się i zamykały jednak wciąż nie pojawiła
się w nich odpowiednia osoba. Pokusa wysłania kolejnej wiadomości
zakończonej znakiem zapytania, walczyła zażarcie z wewnętrzną potrzebą
zachowania chociażby pozorów ogłady. Minęło jeszcze trochę czasu, a
drzwi otworzyły się po raz kolejny. Do pomieszczenia wślizgnął się
wysoki chłopak spowity czernią; na szyi kołysał się wilczy medalion.
Zniecierpliwiona dziewczyna wstała niepewnie, jednak gdy przyjaciel
zbliżył się do niej, bez wahania rzuciła mu się na szyje, stając na
samych czubkach palców. Dopiero po chwili pozwoliła mu odetchnąć i zdjąć
kurtkę.
Dzwoneczki uderzyły o siebie, ściągając uwagę rudego
kota. Oboje rozsiedli się wygodnie na siedzeniach upstrzonych od białej
sierści królowej.
- Witaj Bracie.
Ponownie wpadli sobie w ramiona, tym razem na trochę dłużej.
- Dobrze cię widzieć Siostro - odpowiedział.